Gżdaczem każdy może być

Weekend 16-18 września był jednym z najbardziej magicznych, jakie do tej pory przeżyłam. Mój pierwszy przyjazd do Torunia, pierwszy Copernicon i pierwsze gżdaczowanie. I pomyśleć, że decyzja o przybyciu na ten konwent zapadła tak spontanicznie! Było to coś w stylu:
– Pojechałabym na Copernicon, ale nie mam z kim.
– Właśnie patrzysz na człowieka, który tam jedzie.
– Pojedziemy razem?
– Pewnie.
I tak oto wybrałam się do Torunia z D., a towarzyszyła nam jego dziewczyna, która przy okazji odwiedziła tamtejszych znajomych.
One way ticket ^^
Jako że D. musiał być na rano w pracy, dopiero popołudniu wsiedliśmy w pociąg do Torunia. Na miejscu byliśmy po 19, a do centrum podwiozła nas znajoma P. Od razu poszliśmy z D. po akredytacje, a następnie do LO – szukać Simona. D. musiał poprosić o zmianę w grafiku dla gżdaczy, ponieważ jedną zmianę dostał akurat w czasie, gdy mieliśmy wracać do Poznania. A ja poszłam zgłosić się na gżdacza, jeśli mieli jeszcze wolne miejsce. Zapotrzebowanie na gżdaczy było i zostałam przyjęta z radością. Dostaliśmy z D. koszulki, po czym poszliśmy do szkoły, w której mieliśmy spać. Była to na szybko znaleziona trzecia szkoła z racji tego, że w dwóch już wynajętych brakowało miejsca dla uczestników konwentu. Było już dość późno, więc postanowiłam, że pora na sen. D. natomiast poszedł na imprezę konwentową, a następnie do P. i ich znajomych, przez co pierwszą noc spędziłam sama. Nie powiem, było mi trochę samotnie, lecz mieliśmy się zobaczyć z D. następnego dnia.
Starówka nocą
Sobotę rozpoczęłam od prelekcji o Leonardzie da Vinci. Ta prelekcja nie była najlepszą, na jakiej byłam. Generalnie nie wypadła zbyt dobrze, jednak dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, co jest na plus. Potem z Collegium Minus popędziłam na Wydział Matematyki i Informatyki na prelekcję Zwierza o zależności między Hollywood i Chinami. W końcu miałam okazję zobaczyć Zwierza! Bądźmy szczerzy – był to jeden z powodów, dla których bardzo chciałam pojawić się na Coperniconie.

 

Niestety los chciał, że o 12 miałam stawić się na odprawie dla gżdaczy w LO i aby zdążyć, musiałam wyjść z kilku ostatnich minut prelekcji Zwierza. Było i wciąż mi jest niezmiernie głupio z tego powodu, lecz niestety była to jedyna opcja.

 

Po odprawie miałam trochę czasu do kolejnego interesującego mnie punktu programu, więc pochodziłam wśród wystawców. Nie było ich wielu, co mnie zdziwiło, jako że jestem przyzwyczajona do dużej ilości stoisk z Japaniconu i Pyrkonu. Oczywiście kupiłam książki – obie części „Takeshi’ego” Kossakowskiej z 10% rabatem na stoisku księgarni Hobbit. Przy okazji porozmawiałam chwilę z LoboBathory i Negatywką, które na tym stoisku właśnie były.
Tak się złożyło, że kolejne interesujące mnie atrakcje były w WMiI, a były to panele o twórczości Lema i Tolkiena, obowiązkowych lekturach fantastycznych oraz o settingach historycznych w powieściach. Podobało mi się to, jak mówiła profesor Dominika Oramus na dwóch pierwszych panelach i cieszyłam się, że mogłam znów zobaczyć Zwierza i Maję Lidię Kossakowską. W przerwach między panelami spędziłam trochę czasu z D., który akurat miał dyżur w tym samym budynku, a także wzięłam udział w konkursach wrocławskich Dni Fantastyki i Pyrkonu.
Po tym wszystkim miałam dyżur od 20 do 24 w… LO. Więc znów musiałam iść na drugi koniec Starego Miasta. Na dyżurze poznałam bardzo fajną dziewczynę, która zaprosiła mnie na Imladris do Krakowa, lecz niestety będę musiała z tego zrezygnować. Dyżur skończyłam jakąś godzinę wcześniej, ponieważ LO było już zamykane i poszłam z D. i kilkoma jego znajomymi na piwo. Następnie zanieśliśmy jego rzeczy do sleepa i, jako że byłam okropnie zmęczona, ja poszłam spać, a D. poszedł jeszcze do Kotłowni.
Taki ładny identyfikator mieli gżdacze, z napisem „Pomagam, więc jestem”. Szkoda tylko, że na nieco za krótkiej wstążce zamiast smyczy.
W niedzielę planowałam iść z rana na dwie prelekcje, lecz miałam dyżur w, uwaga, LO. A prelekcje były oczywiście w WMiI. Postanowiłam więc zrezygnować z braci Grim i „Władcy Pierścieni”i razem z D. pochodziliśmy sobie po mieście i bulwarze. Byliśmy też na pizzy w Piccolo – bardzo polecam! Niecałe 7 zł, a zapycha na cały dzień! Na dyżurze poznałam dziewczynę z Poznania, z którą wstępnie umówiłam się na planszówki.
Wiewiórki z rana! Jedna schowana po drugiej stronie drzewa. A w nocy mizialiśmy jeżyki :3

 

 

Po dyżurze odebrałam zwrot akredytacji i podpisałam umowę wolontariacką, a potem jeszcze pochodziliśmy z D. i kupiłam kilka pocztówek. A potem już trzeba było wracać… Simon, Makku i Skowron wyściskali nas, obiecaliśmy, że zobaczymy się za rok, wsiedliśmy z D. do pociągu i weekend minął bezpowrotnie.

 

 

 

Jeszcze słowem podsumowania, mój pierwszy raz na Coperniconie, a także pierwszy raz gżdaczowania wspominam jako coś wspaniałego. W porównaniu do pyrkonowych 40 tysięcy, uczestników skromne 3 tysiące w Toruniu były bardzo miłą odmianą i powrotem do dawnych czasów konwentowych. Można było poczuć naprawdę magiczną atmosferę zarówno wśród zwykłych uczestników, jak i gżdaczy, prelegentów, wystawców i organizatorów. Coś, co na Pyrkonie nieraz jest trudne do znalezienia, przynajmniej dla mnie. Była też ogromna wręcz ilość prelekcji, na które bardzo chciałam iść, lecz musiałabym się chyba na nie teleportować albo sklonować z 6 razy nawet w niektórych godzinach. Ale to jest właśnie cecha dobrych konwentów – wiele interesujących atrakcji w jednym czasie, na których nie sposób być. Pozostaje mi tylko nadzieję, że coś się jeszcze kiedyś powtórzy, może nawet na Pyrkonie, albo może pojawi się coś o podobnej tematyce.

Tekst konwentu:
[O]KOŃ
Piosenka konwentu:
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s